wtorek, 1 września 2015

#14



Dworzec w Barnhoffie był ogromną budowlą wzniesioną na rozpoczęcie Dekady Inżynierów. Prosty, surowy, składający się głownie z czerwonych cegieł i żelaznego szkieletu wyglądał skromnie w porównaniu do innych obiektów użytkowości publicznej, tak jak i inżynierowie nie przekładają formy nad użytkowość i cenią sobie prostotę wykonania. Dopiero wewnątrz dworzec odkrywał przed ludźmi swoją wyjątkowość. Półkoliste dachy osłaniające perony osłonięte były kalejdoskopowym dachem ze szkła- płyty witraży osadzone w ruchomych ramach w kolorach wody i ognia poruszały się zgodnie z rozkładem jazdy pociągów rzucając na podłogę i podróżnych mieszaninę szarości imitującą kłęby pary, która zrewolucjonizowała kiedyś przemysł.
Kilka minut po siedemnastej na dworcu pojawiła się dama w prostej, zielonej sukni niosąc ze sobą podręczną kopertówkę, a na równi z nią szedł dobrze zbudowany mężczyzna dźwigając dwie duże walizki.
- Musiałaś zabrać ze sobą tyle ubrań? Nawet ja ledwo jestem w stanie to unieść, weźmy bagażowego.
- Nie ma mowy, w walizkach jest cały mój zapas Fenriru i składniki, nikt po za nami tego nie dotknie.
Leon od razu poczuł się do pilnowania bagażu.
- Możesz w końcu zdradzić dokąd jedziemy?
- Do Alzacji odwiedzić mojego przyjaciela i bliskiego współpracownika mojego ojca. Resztę wyjawię jak będziemy sami. Pośpieszmy się, zapowiadają nasz pociąg.
W gmachu zadudnił mechaniczny głos obwieszczający nadjeżdżający pociąg i jednocześnie kolorowe płyty dachu przesunęły się rzucając niebieskie refleksy na podłogę. Para z trudem przedzierała się przez ludzką falę docierając na swój peron, gdy na sąsiedni tor chwilę wcześniej wjechał pociąg z Berlina, a tłum pasażerów właśnie wylewał się z wagonów na peron.
- Wspaniale... uważaj na walizki.- poinstruowała Leona.
- To lepiej ty uważaj bo sobie kieckę pognieciesz...- zażartował uśmiechając się. Alice odwróciła wzrok śmiejąc się w duszy i oglądała pociąg, do którego mieli za chwilę wejść. Jej wzrok odruchowo zszedł na tłum ludzi, którzy właśnie przyjechali, gdy nagle wśród nich zauważyła grupę ośmiu przybyszy- wysokich, dobrze zbudowanych o ponurych twarzach, w ubraniach utrzymanych w kolorach czerni i brązu przez co wyglądali jak oprychy z portowych melin, w których zwykł przebywać Leon. Jednak Alice zaniepokoiła wymalowana pewność siebie na ich twarzach. Nagle do całej grupy dołączył mężczyzna niższy od nich wszystkich, lecz widać było, że to on dowodzi. Alice nie mogła mu się przyjrzeć przez przemykające wciąż przed oczyma ludzkie sylwetki, mignął jej tylko zarys jego twarzy i czarny melonik na głowie, gdy tłum przyjezdnych się rozrzedził stanęła przerażona. 
- O mój Boże...- wyszeptała. Leon podszedł do kobiety.
- Coś się stało?
- Pakuj się do pociągu. Szybko!- Leon przyspieszył kroku nie zadając pytań.
Każdy z członków bandy otrzymał czarno-białe zdjęcie z twarzą poszukiwanej.
- Więc to o nią rozchodzi się cała afera szefie?- spytał jeden z ludzi. Zygfryd przytaknął głową.
- No to panowie. Do dzieła.- dodał otuchy sobie i pozostałym stojący obok.
- Podoba mi się to miasto, całkiem ładne damulki tu chodzą. Spójrzcie na tamtą, skubana, tragarza sobie załatwiła. Ja bym chwycił za coś innego niż jej walizki.- grupa roześmiała się, lecz nie Zygfryd. Odwrócił głowę i spojrzał na kobietę w zielonej sukni. Ta akurat podawała bilety konduktorowi, gdy kontrola dobiegła końca skierowała się do wejścia i odwróciła wzrok. W tym momencie ich spojrzenia się spotkały, a zaskoczona kobieta znikła wewnątrz pociągu. Zygfryd natomiast uderzył otwartą dłonią tego, który rozpoczął przemowę na temat urody kobiety, wskazał mocno palcem na swój egzemplarz zdjęcia, a następnie na pociąg.
- To na pewno ona, szefie?- spytał spoliczkowany masując miejsce uderzenia. Zygfryd zacisnął tylko pięść po czym odwrócił się i skierował kroki w kierunki lokomotywy, reszta w milczeniu ruszyła za nim. Wysłannik von Roettiga szedł pewnym krokiem z rządzą mordu wypisaną na twarzy, na którą padły czerwone refleksy. Na jego widok konduktor lekko się zaniepokoił, lecz starał się zachować chłodny profesjonalizm.
- Mogę zobaczyć pański bilet?- spytał wyciągając dłoń. Zygfryd wysunął z rękawa marynarki sztylet i nim mężczyzna zdołał to sobie uświadomić ostrze już znalazło się w brzuchu kolejarza. Zygfryd wyjął sztylet i wsiadł do wagonu, jego pomocnicy chwycili konduktora i weszli z nim do środka. Nikt nie zauważył zajścia, a minutę później pociąg ruszył wśród kłębów pary i huku maszynerii.