Leżał na łóżku w ciemności regenerując siły po ostatniej nocy. Szwy swędziały niemiłosiernie, ale czuł jak rana się zasklepia. Podobał mu się ten stan. Najbardziej jednak podobała mu się umiejętność lepszego widzenia w ciemnościach. Pamiętał, że jako mały chłopiec bał się ciemności i do pewnego roku życia prosił zawsze matkę o zapalenie maleńkiej świeczki w drugim końcu pokoju. Było to jego światełko w tunelu odpędzające złe moce. Teraz jednak to on reprezentował niezwykłe moce. I to inni zaczęli się go bać. Uśmiechnął się przez sen.
- Współpraca z tą jędzą jednak nie jest zła. Ciekawe co jeszcze wymyśli.- pomyślał. Jak na życzenie drzwi od jego pokoju rozwarły się z hukiem i do środka wparowała Alice rzucając mu na nogi ciężką paczkę.
- Wstawaj! Prawie cały dzień przespałeś!- krzyknęła odsuwając zasłony i wpuszczając do pokoju światło. Leon zerwał się z łóżka jak oparzony. Przypomniały mu się czasy alarmów na okrętach podczas sztormu. Takiego bosmana jeszcze nie miał.
- Co... co jest?- powiedział lekko zaspany. Alice przybrała nagle bardziej przyjacielski wyraz twarzy po czym wskazała na duże, płaskie, pudełko z białego kartonu. Całość związana była konopnym sznurkiem. Leon potrząsnął przedmiotem z lekkim zaskoczeniem.
- To chyba nie z okazji urodzin?- zażartował.
- Nie, ale możesz to tak traktować. Przebieraj się. Krój jest lekko staromodny, ale wydaje mi się, że powinien pasować. Za pół godziny widzimy się na dole... - zatrzymała się w drzwiach- I zrób coś porządnego z włosami.
Przebrać się?- pomyślał. Z zaciekawieniem zaczął rozpakowywać pudło. Przez chwilę obawiał się jakiegoś głupiego, ekstrawaganckiego stroju, być może nawet przebrania klauna. Jego oczom ukazał się jednak szykowny, czarny frak, kamizelka w tym samym kolorze z pionowymi, ciemnofioletowymi paskami, biała elegancka koszula z czarną muchą oraz eleganckie, skórzane półbuty, całość była lekko znoszona, ale wciąż w nienagannym stanie. Na dnie pudełka znajdowały się skórzane rękawice i szary szal. Rozłożył cały zestaw na łóżku, wszystko pomimo że używane było zapewne warte tyle ile on zdążył zarobić w ciągu całej swej służby na okrętach i kradzieżach. Po kilku minutach wyszedł z pokoju w ubraniu od Alice. Czekała na niego w salonie, gdy ją zobaczył oniemiał. Prawie jej nie poznał w ciemnozielonej sukni w ciasnym gorsecie uwydatniającym jej kształty. We włosy powpinała złote spinki przypominające kwiaty i liście. Wyglądała lekko jak leśna wróżka i dostojnie jednocześnie. Spojrzała na Leona krytycznym spojrzeniem i pokiwała głową z uznaniem.
- Czuję się jak dziwoląg z cyrku.- zażartował.
- Przyzwyczaisz się. Nie zostało dużo czasu, więc złapmy dorożkę- Leon ruszył w stronę wyjścia- Nie zapomniałeś o czymś?- gdy się odwrócił doktor wyciągała w jego stronę cylinder i laskę.
- Nawet nie wiem jak się z tym poruszać
- Wystarczy założyć na głowę.
- Panna Harvey i poczucie humoru, mam chyba dobry dzień... Czyje to właściwie jest?
- Poprzedniego lokatora, opuścił ten dom w pośpiechu. Niedługo znajdziemy ci coś lepszego, ale dziś jedziemy do Czarnej Perły. Jestem ci winna odrobinę rozrywki.
Znał tym lokal, należał do jednego z wykwintniejszych o jakich słyszał.
- P-po co tam idziemy?
- Leonie- westchnęła- Zapraszając cię do wzięcia udziału w eksperymencie miałam co do ciebie szersze plany. Będzie to wymagało wcielania się w różne role i pokazywania się w miejscach wyrafinowanych. Musisz nauczyć się chociaż podstaw o kulturze, etykiecie, dyplomacji, prezencji- widząc jego zdegustowaną minę dodała- a po za tym będziesz towarzyszył damie i musisz umieć się zachować.
- Czyli chcesz mnie po prostu odchamić?- spytał oburzony
- Lepiej sama bym tego nie ujęła- zerknęła na zegarek kieszonkowy na łańcuszku.- Trzymaj,
dżentelmen powinien posiadać zegarek.- Mówiąc co rzuciła go w jego
stronę. Wyostrzone zmysły zadziałały natychmiast i Leon chwycił zegarek w
locie bez problemu.- Tylko uważaj na niego. Należał do mego ojca.- Leon pokiwał głową na znak, że zrozumiał.- Podaj mi ramie, za chwilę powinna być dorożka.
Zachód słońca nieubłaganie odmierzał czas do nadejścia nocy. Ludzie wracali z pracy bądź wyruszali właśnie na nocne zmiany. Stali na ulicy przed wejściem do domu Alice i jej laboratorium. Wyróżniali się znacząco z tłumu. W tej okolicy niewiele osób ubierało się tak elegancko. Dorożka prowadzona przez mechanicznego konia przyjechała jak tylko wyszli na ulicę. Alice wsiadając podała adres, woźnica bez słowa kiwnął głową po czym ruszyli.
Woźnica trzymał w rękach parę sznurów połączonych drutami znikającymi we wnętrzu konia, dzięki nim mógł go prowadzić jak lalkarz swoją lalkę. Mechaniczne zwierzęta były tańsze w utrzymaniu niż żywe, jednak do ich zręcznej animacji i konserwacji potrzebne było długie szkolenie. Zgodnie z obowiązującym prawem do obsługi maszyny niezbędny był co najmniej jeden człowiek. Próbowano obchodzić nakaz, przez co tworzyło się całe grupy maszyn nierzadko wykonywające różne zadania, ale połączone ze sobą, aby wystarczył jeden animator do całego kompleksu. Najczęściej miało to miejsce w wypadku prostszych w działaniu mechanizmów przemysłowych, ale też tworzono całe orkiestry, które uruchamiał jeden dyrygent i teatry automatów.
- To całkiem zabawne, nazywa się automatem coś, co nigdy nim nie będzie- zauważyła Alice podczas podróży.
- Nawet jakby można było zrezygnować z obsługi?
- Wyjątkiem, ale też nie do końca są mechanizmy sprężynowe. Działają same przez jakiś czas, ich działanie wygasa po oddaniu energii przez sprężynę i de facto potrzeba kogoś, kto znów ją nakręci. Z tego co sobie przypominam myślano o stworzeniu swojego rodzaju mózgu, który by kontrolował działanie maszyny w sposób ciągły bez udziału czynnika ludzkiego. Jednak pewnie takie prawdziwe automaty byłyby tylko na użytek armii. Wobrażasz sobie jakie mogłyby być konsekwencje, gdyby automat nagle się zbuntował? Aż boję się myśleć jak opłakane mogłyby być skutki...
- Po co więc ryzykować?
- Nie ma ryzyka nie ma zabawy.- uśmiechnęła się.- Dojeżdżamy. Wysiadaj.
Zapłaciła woźnicy po czym skierowali się stronę lśniący światłem i złotych drzwi. Napis nad nimi brzmiał ,,Restauracja Czarna Perła”. Po wejściu do środka potwierdzili rezerwacje i skierowali się do schodów.
- Pamiętaj. Zachowuj się naturalnie. Nie rozdziawiaj gęby i nie oglądaj się na wszystko wokół. Zachowuj się tak jakbyś nie był tu po raz kolejny.
- Rozkaz.- potwierdził Leon.
Gdy weszli na drugie piętro czekał na nich kelner z dwoma kompletami karty dań oprawionymi w brązową skórę. Poprosił o udanie się za nim do stolika. Jadalnia była dość sporych rozmiarów. Sufit znajdował się wysoko, a zwisało z niego kilka dużych, kryształów żyrandoli święcących dzięki najnowszemu wynalazkowi- elektryczności. Jedna ze ścian była niemal całkowicie oszklona i widok wychodził na niewielki deptak pełen drzew i kolorowych krzewów. Na końcu sali po lewej stronie znajdowała się zespół muzyków umilający czas gościom. W całym wystroju dominował kolor bieli i złota. Zdarzały się również dodatki czerwieni jak na przykład obicia krzeseł czy kamizelki kelnerów. Prócz muzyki sala wypełniona była dźwiękami toczących się rozmów. Dziś było sporo osób. Gdy usiedli przystąpili do przeglądu menu. Alice patrząc obojętnie w kartę dań rzekła cicho.
- Masz pierwszego minusa chłopcze.
- Co zrobiłem?- powiedział lekko przestraszony Leon.
- Raczej czego nie zrobiłeś. W restauracji mężczyzna powinien odsunąć swojej towarzyszce krzesło.- Leon zawstydził się.
- Przepraszam...
- Spokojnie, to dopiero lekcja pierwsza. Ale lepiej się skup.
- Czego tylko sobie pani zażyczy.- powiedział żartobliwie uśmiechając się.
- Zobaczmy więc co szef kuchni poleca.
Leon jednak dawno przestał studiować kartę dań. Studiował wygląd Alice ze szczególnym uwzględnieniem odsłoniętej części klatki piersiowej i dekoltu. Podziwiał długą i smukła szyje oraz jego ulubiony punkt. Oczy. Restauracja Perła, i dwie czarne perły w które spogląda. W których tonie. Za każdym razem gdy patrzy. I za każdym razem wyobraża sobie...
- Zdecydowałeś się już?
- Sł... Słucham?- odezwał się rozkojarzony. Alice uniosła brew w geście zapytania.
- Rozumiem że jest tu wiele dam, które jeszcze długo będą śnić się po nocach, ale skup się. Pytałam czy wiesz już co chcesz zjeść.
- Przecież wiesz, że jestem tu pierwszy raz. Ponad połowę z tych nazw widzę pierwszy raz w życiu. Zdaje się na ciebie, droga pani.
- Niech tak będzie.- odpowiedziała po długiej przerwie po czym przywołała kelnera stojącego pod ścianą.
Wykazywała się wielką cierpliwością i dyskrecją tłumacząc od czego jest każdy widelec, które się przed nimi znajdowały, chociaż wszystkie zdaniem Leona wyglądały tak samo co nie ułatwiało zapamiętywania. Tłumaczyła z jakich kieliszków pije się dane alkohole oraz co można zrobić z serwetką, co przyprawiało już o ból głowy. Pewnie dlatego zajęli stolik niemal w samym kącie sali by nie narażać się na podejrzliwe spojrzenia gości w czasie tych trudnych i szarpiących nerwy lekcji.
W końcu można było sobie pozwolić na chwilę wytchnienia po kolacji przy kieliszku wina, gdy Leon zobaczył błysk w ciemnych oczach Alice i uśmiech jakiego jeszcze u niej nie widział. Już miał o to pytać, gdy wyczuł za swoimi plecami postać, a po chwili usłyszał głos:
- Kogo moje oczy widzą, doktor Harvey, co za niespodziewane spotkanie.
- Profesor Kurk, miło cię widzieć, poznaj proszę mojego przyjaciela Leona Ostera- wymienili się wyuczonymi pozdrowieniami, ale około czterdziestoletni i ciemnowłosy profesor trzymający w ręku szklankę absyntu wcale nie był zainteresowany nowym znajomym. Nie pytając nawet o zgodę przysunął sobie krzesło do ich stolika. - Czytałam twoją ostatnią publikację na temat życia społecznego mrówek. Tym się teraz zajmujesz?
- Kochana, zajmuję się tym czego oczekuje ode mnie nauka. Bardziej ciekawi mnie, kiedy przeczytam jakąś twoją pracę. Nie pozwól czekać swoim wielbicielom.- ujął szarmancko jej dłoń i złożył na niej pocałunek. Byłemu awanturnikowi aż się niedobrze zrobiło na ten widok pełen słodkości.
- Leonie, wszystko w porządku?
- Tak... to znaczy... państwo wybaczą.- odszedł od stolika nie zwracając najmniejszej uwagi profesora. Pochwycił swój nowy cylinder z wieszaka i kątem oka zauważył jak profesor coraz bardziej nachyla się do swojej rozmówczyni. Na pewno nie wymieniali swoich naukowych uwag.
Udał się przed restaurację. Z wdzięcznością do swojej gospodyni znalazł w kieszeni marynarki wypełnioną papierośnicę. Zaciągnął się głęboko najlepszym tytoniem jakiego próbował. Wdech, wydech, kolejne zaciągnięcie i świat stawał się normalniejszy, bez tego zbędnego szyku, miliona widelców i kieliszków. Kto to do diabła wymyślił? Pomyśleć, że sam kiedyś tym wszystkim gardził.
Na niebie jak zwykle nie było widać żadnych gwiazd. Zasłonięte przez obłoki pyłu i pary, a na ich tle sterowce handlowe. Chociaż zdecydowanie bardziej upodobał sobie statki, uwielbiał patrzeć jak sterowce suną leniwie po niebie zamiast chmur. Jeden z nich, niewielki, raczej wycieczkowy, znajdował się tuż nad "Perłą", zakotwiczył się o jej dach i... do stu piorunów! Instynkt kazał uciekać, gdy patrzył jak w zwolnionym tempie ludzie w maskach przeciwgazowych, w wielkich goglach zawieszeni na lnianych drabinkach wybijają szyby i wrzucają coś do środka. Ze zdziwienia wyrwał go dopiero sypiący się na niego deszcz szkła.
poniedziałek, 29 grudnia 2014
sobota, 23 sierpnia 2014
#9
27 maja 1853
Obiekt eksperymentalny pomyślnie
przeszedł transformację. Zgodnie ze wcześniejszymi wyliczeniami i prognozami
przebywał tydzień w stanie komy. Obiekt dokarmiano doustnie standardową karmą i
stale obniżano temperaturę ciała. W czasie trwania procedury obiekt nie
przejawiał niepożądanych zachowań i nie wystąpiły żadne problemy. Po
przebudzeniu obiekt wykazał dezorientację…
---
…nie wykazał dezorientacji i szybko wrócił do pełni sił,
które- zgodnie z prognozą- tracił w sposób niekontrolowany przez kolejne kilka
dni w coraz dłuższych odcinkach czasu. Na dzień dzisiejszy nie widać żadnych
nieprawidłowości rozwojowych. Prowadzone będą dalsze obserwacje i testy.
Dotychczasowe testy przebiegały w sposób zadowalający…
„…a z obiektem wiązane są spore nadzieje”- dodała już w
myślach.
Zapisaną kartkę wyrwała z notatnika i spaliła nad płomieniem
świecy. Mając pamięć absolutną nie musiała niczego zapisywać, czyniła to raczej
dla porządku i z szacunku do tradycji badawczych. Zdobyte doświadczenia
zmuszały ją do tworzenia alternatywnych historii i szyfrów. Usłyszała kiedyś że
historii uczy się po to by nie powtarzać błędów poprzedników, ale co z historią
poznaną na własnej skórze. Przewróciła kartkę w dzienniku i na kolejnej stronie
zaczęła spisywać dane wyssane z palca, aż była zadowolona ze stworzonych
paradoksów. Stwarzane bajki w naukowych notatkach były drzazgą w oku, z biegiem
czasu zaczynały tworzyć spójną całość, tak aby nawet doświadczony odbiorca mógł
je przyjąć za prawdę.
Odkąd tylko poznała Leona większość swojego czasu spędzała w
laboratorium na strychu na pozyskaniu ekstraktów z roślin. Praca była mozolna i
wieloetapowa, ale nowo zdobyta nadzieja dodawała sił do pracy jednocześnie
odbierając czas na sen. Dzięki temu, że Leon znikał na całe wieczory miała czas
na spokojną pracę. Przynajmniej dopóki nie wracał.
Chodził codziennie szukać guza i skoro zyskał przewagę
przeprowadzał swoje małe wendetty. Jednak nieprzyzwyczajony organizm musiał
czasami odchorować przyjmowanie specyfiku, przez co wracał mocno poturbowany.
Miała szczerą nadzieję, że nie tym razem.
Gdy spojrzała na zegar dochodziła druga nad ranem, czas gdy
normalne panny od dawna śpią. Zeszła do gabinetu, aby zanotować ostatnie
postępy. Przydałoby się urządzenie do nagrywania myśli, albo chociaż takie, aby
móc je pozbierać. Na to przynajmniej mogła zaradzić. Na biurku pojawił się
kryształowy kieliszek wypełniony czerwonym winem, jeszcze tylko kropla brakującego
Fenriru.
Alice zagłębiła się w fotelu wypijając kojącą mieszankę. Po
chwili specyfik zaczął działać pobudzając i przywracając siły życiowe. Kiedy
ostatnio spała? Chyba wieki temu.
Po kolejnej godzinie usłyszała trzaśnięcie drzwiami.
- Pani doktor!- a jednak. Odłożyła pióro i zbiegła do
salonu, gdzie już czekał Leon. Krew mu płynęła z nosa na podstawioną lewą dłoń,
a prawą miał całą otartą.
- Kiedy to cholerstwo zacznie w końcu działać jak należy?!
- Nikt ci nie kazał podchodzić pod nóż silniejszych
osobników.
- To ja byłem silniejszy dopóki nie oberwałem!
Zignorowała go ogarniając wzrokiem jego powierzchowne rany,
które wystarczy tylko polać alkoholem, aż sama zauważyła pociętą i
zaczerwienioną koszulę na plecach. Leon nie spuszczał pani biolog z oka. Zachowywał się inaczej niż gdy go ostatnio opatrywała, oczekiwał. Postanowiła w końcu wykazać zainteresowanie.
- Jak to sobie zrobiłeś?
- Przeczytasz jutro w gazecie- odpowiedział z rezonem.
- Mogłeś zostać przez kogoś rozpoznany?- zaniepokoiła się.
- Nie, myśleli że jestem kimś innym.
- Doskonale, nie powinieneś aż tak się rzucać w oczy. A teraz zdejmuj- wskazała na koszulę- i pokaż co tam masz.
Uśmiechnął się lubieżnie ostrożnie sięgając do guzików
- Zazwyczaj słyszę to w innych sytuacjach i dodam...-
koszula upadła na podłogę- że są zachwycone.
I się nie dziwię- pomyślała rzucając pobieżne spojrzenie na
rysujące się coraz wyraźniej jego mięśnie i bez słowa wzięła się za odkażanie i
opatrywanie ran. Goiły się szybko, po tych sprzed dwóch dni nie został żaden
ślad, a najświeższe zaczynały się zasklepiać.
- Będzie potrzebne szycie- machnęła na ranę na plecach i
wzięła się za przeszukiwanie szuflad pod kontem nici.
- Często sypiasz?
- Gdy jestem zmęczona- przyklęknęła przy nim i zaczęła
nawlekać nić na igłę.
- Nie pytałem o odpoczywanie - zerknął na nią z góry, ale
spotkał się z zimnym spojrzeniem kobiety. Szeroki uśmiech wstąpił na jego
twarz- Swoją drogą możesz tak zostać.
- Dziękuję za pozwolenie - nic nawleczona. Dopiero teraz
zauważył jak duża była igła.
- Zaraz, a znieczulenie czy coś takiego?
- Nie potrzebujesz.
Igła wbiła się boleśnie w miękkie tkanki, a po chwili
nastąpiło mocne szarpnięcie. Leon zagryzł zęby i wykrzywił twarz, ale nie wydał
z siebie żadnego dźwięku.
- Dobrą wiadomością natomiast jest to...- Dobry początek, zaczęła
już pogodniejszym tonem- że jak tylko Fenrir dobrze się wchłonie do twojego
organizmu- kolejne szarpnięcie- to pojedziemy do Alzacji, muszę się z kimś
spotkać... Gotowe- nitka odcięta.- zgodnie z moimi prognozami po południu
będziemy mogli zdjąć szwy.
Alice zaczęła chować wszystkie przybory, a Leon w końcu
odetchnął z ulgą.
- Musisz go bardzo lubić.- nie zakładając koszuli rozłożył
się na kanapie. Czuł już swędzenie w okolicy rany, a to oznaczało, że
faktycznie szybko zaczynała się goić.
- Owszem, mamy wiele wspólnego- usiadła w fotelu naprzeciwko
i uśmiechnęła się do jakiś myśli z dalekiej przeszłości- w dodatku całkiem miło
go wspominam.
- Nie, miałem na myśli, że mówiąc o nim zapomniałaś o
torturowaniu mnie.- zachichotała, nawet całkiem... przyjaźnie?
- Nie mam żadnej przyjemności ani interesu w znęcaniu się
nad tobą. Chcę tylko...
- Tylko co? Wytresować?
- ... osiągnąć satysfakcjonujący poziom współpracy oparty na
wzajemnym szacunku.
"Ty zimna mądralo, kiedyś to ja cię tak wytresuję, że
będziesz błagała o więcej."
Miał wrażenie, że gdy o tym pomyślał oczy pani doktor
zabłysły, a usta wygięły się w uśmiechu, który czasami pojawiał się na twarzach
ludzi, z którymi grywał w karty. Leona przeszedł dreszcz, gdyż ten uśmiech
mówił "pokaż co masz, cwaniaczku" i oznaczał, że miał kłopoty.
czwartek, 29 maja 2014
Drodzy czytelnicy, drodzy goście,
w najbliższym czasie przewidziana jest dłuższa przerwa w publikacjach kolejnych rozdziałów. Przerwa wyniesie około miesiąca, ewentualnie dwóch, po tym czasie teksty powrócą pisane z nową energią.
Na pocieszenie dzielę się klimatyczną galerią;
http://www.behance.net/gallery/8226409/Steampunk
Pozdrawiam
Nika
w najbliższym czasie przewidziana jest dłuższa przerwa w publikacjach kolejnych rozdziałów. Przerwa wyniesie około miesiąca, ewentualnie dwóch, po tym czasie teksty powrócą pisane z nową energią.
Na pocieszenie dzielę się klimatyczną galerią;
http://www.behance.net/gallery/8226409/Steampunk
Pozdrawiam
Nika
Subskrybuj:
Posty (Atom)
